Menu Zamknij

TRAVEL AND KEEP FIT z Alex Jaskółowską

Hanna Kantor: Kiedy poznałyśmy się kilka lat temu, Twoje zdjęcia i historie na blogu o wizytach w najdalszych zakątkach świata tak bardzo mnie zainspirowały, że sama rozpoczęłam życia podróżnika. Czy często słyszysz od innych, że ich inspirujesz?

Alex Jaskółowska: Dobry wstęp – już jestem Twoja 😀 Zupełnie szczerze? Słyszę i chyba dlatego wciąż jestem w tej branży. Wbrew pozorom to nie duże liczby followersów na Instagramie czy czytelników na blogu, a pojedyncze kontakty z ludźmi są moim głównym celem prowadzenia bloga. Czytam dm’y, że kogoś zainspirowałam do odwiedzenia jakiegoś miejsca, pojechania na studia za granicę, odważenia się i zrobienia czegoś, czego się bał do tej pory. To jest moja motywacja do działania i dalszego inspirowania.

Ciekawi mnie to, że masz na swoim koncie zwiedzonych ponad 85 krajów, ale wciąż Twoje miejsce zameldowania to Polska. Dlaczego?

Polska jest dla mnie bazą, bo tu mieszka moja rodzina i przyjaciele. Ale gdyby policzyć realnie, to w ciągu ostatnich kilku lat poza Polską spędzam średnio 9 miesięcy w roku. Przyjeżdżam tylko latem. Od czterech lat kilka miesięcy w roku mieszkam w Miami i to jest teraz mój drugi dom. W tym momencie życia jest to dla mnie układ idealny. Jestem trochę w Polsce i trochę w Miami, a pomiędzy po prostu wszędzie i zwiedzam coraz to nowe miejsca. Zawsze tak miałam, że nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu i coś gnało mnie do przodu.

Alex Jaskółowska fot. Hanna Kantor

Myślę, że marzenie o tym, by mieć kilka baz na świecie, do których się jeździ i spędza kilka miesięcy, żyjąc tam, to marzenie wielu osób. Moje na pewno. Chociaż po części już spełnione. Jednak oprócz tego, że jest to wspaniałe doświadczenie, to są pewne trudności związane z takim lifestylem.

Układanie sobie życia  w innym kraju zawsze wiąże się z różnymi wyzwaniami. Ale to zwykła proza życia, której doświadcza się zaczynając gdzieś od nowa. Grunt to dobra organizacja, mobilizacja i elastyczność. W XXI wieku życie w Polsce nie różni się tak bardzo od życia w Miami, czy Sydney. Po pewnym czasie łapiesz schemat funkcjonowania i wiesz jak się zorganizować, w jakimkolwiek miejscu na świecie jesteś. Wszystkiego da się nauczyć, także dzielenia życia pomiędzy różne miejsca. 

Mieszkałaś w kilku krajach na dłużej, który był największym wyzwaniem?

Myślę, że kulturowo i w kontekście braku znajomości języka – Korea Południowa i Japonia. Nie znałam języka koreańskiego, uczyłam się go podczas studiów na miejscu, ale to oczywiście było za mało. Jak pracowałam na uczelni w Osace i prowadziłam badania naukowe przez kilka miesięcy, wszystko było dla mnie zaskakujące. Nie było tego schematu, o którym przed chwilą Ci powiedziałam. Kiedy jadę do Miami to wszystko jest takie samo jak w Polsce/Europie: supermarkety, autobusy, samochody. Natomiast w Korei Południowej i Japonii doszedł do tego aspekt kulturowy. Ludzie reagowali w sposób dla mnie nieoczekiwany. W sklepach sa inne produkty, inaczej wygląda życie społeczne. Wchodząc do supermarketu w Japonii, nie rozumiałam absolutnie nic. To była wieczna walka, żeby odgadnąć co dzisiaj na kolację. To jeden z niewielu krajów w którym mieszkałam i czułam taką nutkę ekscytacji, wynikającą z tego, że wszystko jest nowe czy inne. Lubię takie sytuacje, bo są wyzwaniem. A wyzwania są moim paliwem do funkcjonowania i rozwoju.

Alex Jaskółowska na pustyni solnej Sala de Uyuni w Boliwii

A wróciłaś do Korei już po studiach, w dorosłym życiu?

Planowałam kilkukrotnie, ale się nie złożyło. Mam w sobie barierę, jeśli chodzi o powrót, bo Korea Południowa w mojej głowie jest wyidealizowana i mam jej konkretny obraz w głowie ukształtowany przez wspaniałe wspomnienia. To był najdalszy zakątek, jaki odwiedziłam podczas studiów, mój pierwszy wyjazd na inny kontynent. Zawarłam tam przyjaźnie na całe życie. Pomimo tego, że od moich studiów w Seulu minęło 10 lat, mam stały kontakt z ludźmi tam poznanymi, odwiedzamy się po całym świecie. To jest największa wartość, jaką wyciągnęłam z pobytu w Korei Południowej. Miałam sporo pracy naukowej na miejscu, ale też imprezowałam i zwiedzałam. Miasto wyglądało w moich oczach zupełnie inaczej, niż pewnie teraz bym ją postrzegała. Odważę się w końcu, ale póki co lubię tę Koreę z przeszłości.

Alex Jaskółowska fot. Hanna Kantor

W którymś z wywiadów powiedziałaś, że im więcej podróżujesz, tym bardziej doceniasz Polskę. Czy „cudze chwalicie, swego nie znacie” dobrze opisuje naszą polską mentalność?

Na całym świecie ludzie krytykują politykę czy służbę zdrowia kraju, w którym się wychowali. Natomiast to w jak nienawistny sposób Polacy podchodzą do swojej ojczyzny, jest niewiarygodnie przykre. Umniejszamy to, co posiadamy, a faktem jest, że jesteśmy w topie rozwiniętych krajów na świecie. Mamy uprzywilejowaną pozycję względem reszty świata. Posiadamy rozwiniętą służbę zdrowia, czy darmową edukację, a ogrom ludzi na świecie oddałoby bardzo dużo, aby to mieć. Kiedy byłam w Ladakh w Himalajach – doświadczyłam dysonansu tych dwóch rzeczywistości. Ja – bardzo dobrze przygotowana do podróży turystyka, w ciepłych ubraniach, dobrych trekkingowych butach, nocująca w chatce i miejscowi – odziani w japonki, śpiący w dziurawych namiotach przy -15C. Poczułam wtedy zawstydzenie i wewnętrzną złość na niesprawiedliwość świata. Wydaje mi się, że to właśnie podróżowanie jest tym co nas sprowadza do pionu, otrząsa z bańki wygody jaką mamy i uświadamia, że jesteśmy wyjątkowymi szczęściarzami, że urodziliśmy się w Polsce i w Europie. 

Alex Jaskółowska nad Jeziorem Pangong w Ladakhu 

Myślę, że Polacy nie doceniają tego, jak wiele jest ciekawych miejsc do odkrycia również lokalnie. Nasze 3 ostatnie sesje OpenCall Magazine zostały stworzone w różnych urokliwych miejscach na Dolnym Śląsku. Jedna z nich to nasz wspólny wyjazd do Świeradowa Zdroju,  w którym czułyśmy się jak w istnym Winter Wonderland. Dlaczego Polacy wolą podróżować za granicę?

Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu. W Polsce jesteśmy wychowywani w przekonaniu, że gdzieś indziej jest lepiej, a co za tym idzie, nie doceniamy tego, co mamy tu, koło siebie. Nikt nas nie uczy, że piękno można odnaleźć w każdym miejscu. Natomiast jedno drugiego nie wyklucza. Warto odkrywać świat i zwiedzać lokalnie. Nie powinniśmy wartościować miejsc. Pojechanie do Patagonii daje zupełnie inny rodzaj doświadczenia,niż pojechanie na Mazury, którymi też można się zachwycić, ale zupełnie w inny sposób. Nie ma miejsc gorszych i lepszych, wszystkie miejsca są równie dobre – po prostu inne.

WINTER WONDERLAND

with TRAVEL AND KEEP FIT

Na Twoim blogu wyczytałam, że wspinasz się na lodowiec w Argentynie, jeździsz motocyklem po Meksyku, śpisz w blaszanej puszcze na szczycie góry, a do tego ćwiczysz codziennie o 5 rano. Czy Ty jesteś jakimś podróżniczym hardkorem?!

Haha – ja lubię hardkor 😀 Lubię wyzwania i z tego powodu wzięła się nazwa mojego bloga – Travel and Keep Fit. Jak wiesz, tańczyłam zawodowo przez 18 lat, potem bardzo zaangażowałam się w sport. Nie wyobrażałam sobie, że nawet tyle podróżując, odetnę się od aktywnego trybu życia, więc postanowiłam zaadaptować do mojej podróżniczej rzeczywistości. Wdrażałam moją pasję do sportu i nowych wyzwań, będąc w podróży, co tylko ją urozmaiciło. Uwielbiam stawiać sobie wyzwania i żyję “tu i teraz”. Kiedyś wszystko musiałam mieć zaplanowane, aż do momentu gdy podczas jednej z podróży zachorowałam na dengę i prawie umarłam. Miałam 25 lat i to wydarzenie przewartościowało moje podejście do życia. Będąc młodą osobą, do tego zdrową i wysportowaną, a dodajmy do tego wyedukowaną, wydawało mi się, że jestem w pewien sposób chroniona, świadoma i przygotowana. Nic bardziej mylnego. Nie jesteśmy nietykalni. Od tamtej pory staram się nie odkładać swoich marzeń na później, bo być może za 10 czy nawet 5 lat nie będzie mi dane ich zrealizować.

A jakie jest Twoje największe osiągnięcie w życiu?

Nie mam jednego i nie czuję, że powinnam mieć. Dla mnie całe moje życie jest osiągnięciem, bo jestem w miejscu w którym chciałam być, mam życie o jakim marzyłam, pracę która jest moją pasją. Wiele lat o to walczyłam, nie poddawałam się, nie słuchałam nikogo, kto mówił mi, że tak się nie da, nie powinno, nikt tak nie robi. Robiłam i robię swoje, biorę odpowiedzialność za swoje błędy, ciągle się uczę, nie osiadam na laurach. Pomimo tego, że jak na swój wiek już wiele widziałam i doświadczyłam, to wciąż mam w sobie to niekończące się nienasycenie życiem, odkrywaniem i poznawaniem. Ciągle mi mało tego życia, jestem za nie wdzięczna i każdego dnia doceniam to co mam. To jest dla mnie największe osiągnięcie. 

Wiele lat temu wspominałaś mi, że boisz się wejść na maksa w świat social media jako podróżniczka, bo odbierze Ci to radość z podróżowania. Czy teraz, jako podróżniczka-blogerka faktycznie odczuwasz różnice w przeżywaniu podróży?

Nie odebrało mi to funu z podróżowania, natomiast dołożyło zadań do wykonania w ich trakcie, których nigdy wcześniej nie musiałam robić. Fakt jest taki, że przygotowując materiały o danych miejscach, regionach czy krajach, nie wypuszczam z rąk telefonu i aparatu. Jest to po prostu praca. Mało się śpi, ciągle walczy z czasem, pogodą czy światłem do zdjęć. Ale uwielbiam to. Gdybym nie lubiła takiej pracy, to nie dałabym rady prowadzić takiego życia. Bo w tym przypadku, życie codzienne miesza się z pracą i praktycznie nie ma już żadnej granicy. Bycie twórcą i podróżnikiem jest pracą 24/7. Większość ludzi nie ma świadomości, jaki ogrom czasu, przygotowań i umiejętności stoi za przygotowaniem jakościowych materiałów podróżniczych. Podczas większości moich podróży pracuję, więc raz na jakiś czas potrzebuję zrobić sobie wakacje offline. Udaje mi się zwykle raz do roku wyrwać na taki prawdziwy kilkudniowy urlop bez telefonu i aparatu.

A jak wygląda urlop podróżniczki? Jedziesz do jakiegoś miejsca all-inclusive, żeby już się niczym nie przejmować i nie planować? 

Nie lubię all-inclusive, za to wybieram kierunek łatwy do podróżowania, gdzieś w Europie, z ładną pogodą, pysznym jedzenie i winem. Często jest to Grecja lub Włochy. Przez kilka dni jestem totalnie offline, bez aparatu, telefonu, komputera. Wynajmuję mieszkanie lub domek z basenem, czytam książki, dryfuję na wielkim dmuchanym materacu na basenie, piję wino i oglądam zachody słońca. Totalne lenistwo i chill. 

Na koniec – jakie kolejne plany na podróże?

Teraz jestem w Kostaryce, a potem mam kilka projektów w Ameryce Środkowej i Stanach. Przede mną też bardzo intensywny okres latem w Europie, więc na najbliższe pół roku mam już wszystko rozpisane co do dnia 🙂 

PINK NYE

fashion editorial